Archiwum

no cars go

Po trzech latach okazało się, że pracuję z chomikami. Nie to, żebym właśnie się zorientował, że zatrudniłem się w sklepie zoologicznym, to nie tak. Po prostu moi współpracownicy to chomiki. Tą myśl skonstatowałem któregoś pięknego dnia w naszym tzw pomieszczeniu pracowniczym (dla którego zresztą adekwatniejszą nazwą jest klitka pracownicza). Zwyczajowo pijam tą lurę z automatu zwaną kawą wyłącznie przez dobre wychowanie, bo na pewno nie z powodu jej smaku. Ale czasem miewam ochotę na herbatę, którą standardowo dostarcza nasz dział zaopatrzenia projektu w takowe zbytki. Zdziwiłem się zatem któregoś dnia jak natrafiłem przypadkiem szukając czegoś na trochę lepszą herbatę poupychaną przez kogoś w kredensach, w których teortetycznie nie powinno być nic. Normalna zwykła herbaciana lura była oczywiście w miejscu standardowym, z którego brali wszyscy. Tak sobie pomyślałem po co ktoś schował lepszą herbatę tak, żeby inni nie mieli oczywistego dostępu do niej. I wtedy mnie olśniło. Trafiłem między chomiki. Od tej pory chodzę po korytarzach i przypatruję się uważnie wszystkim czy nie dostrzegę już powypychanych policzków.
Cierpliwie czekałem, czekałem i się doczekałem. Wygrałem. Poniekąd. Od roku chodziłem oglądałem sobie pewne buty. Stwierdziłem jednak, że za tyle kasy to ich nie kupię. Ale jak przecenią to proszę bardzo. No i tak zaglądałem tam raz na jakiś czas. Któregoś razu nawet widzę, że pisze przecena to wziąłem, zanoszę do kasy, a tam pani mnie kasuje na pełną cenę. To się pytam, czemu. A pani, że akurat te to nie są przecenione (a głowę bym dał, że na pudełku były). To podziękowałem i nie kupiłem. Nie ma to tamto. Twardym trzeba być. A dzisiaj w końcu a jakże kupiłem. Oczywiśwcie przecenione. Ostatnia para. A co. I tak zarobili. Do czego to człowiek nie dochodzi czasem cierpliwością. Aż cztery razy pani w kasie zczytywała cenę, bo się zczytać nie chciała. A potem jeszcze rozwaliła sobie kasę, a na koniec system odmówił autoryzacji mojej karcie. Za drugim razem jednak już łyknął. I kupiłem. I wcale to aż tak mi się te buty nie podobają. Ale charakter trzeba mieć.
W książkach kupiłem sobie Bukowskiego i zabieram, radia nie słucham, TV za wiele nie oglądam, tym bardziej że znowu wyją wyjce. Kto w ogóle wpadł na pomysł, że posiadanie jakiegoś tam głosu ma cokolwiek wspólnego z talentem muzycznym. Gdyby jedno przekładało się na drugie to Bob Dylan by nie beczał jak owca śpiewając, a Mozart był kontraltem, a nie pisał opery.
A poza tym mój poziom kompetencyjny wzrósł z 3C na 4A (ja też nie łapię), dostałem podwyżkę, wziąłem urlop i lecę do Hiszpanii. Ale co to za wiadomości, kiedy kupiłem w końcu te buty.

7 Odpowiedzi na no cars go

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>